. >> wtorek, 4 marca 2008 15:49:43
.
komentarze [0] >> czwartek, 19 lipica 2007 12:17:04
..
komentarze [0]. >> czwartek, 25 stycznia 2007 01:14:13
.
komentarze [2]. >> sobota, 21 października 2006 22:38:18
.
komentarze [0]Hm >> niedziela, 30 lipica 2006 00:28:27
Bo tak
komentarze [0]Argh! >> niedziela, 14 maja 2006 18:18:44
Chcieli nas pozbawić bloga! (Nie jako pierwszego...) Ale czy to nasza wina, że nasze pomysły mnożą się z nieprawdopodobną prędkością i mają różne (prawie) ukierunkowanie?
Cóż, tak czy inaczej - wielkie podziękowania dla Loony, która zauważyła okrucieństwo mylog.pl! Dzięki! Dzięki! Dzięki!
Pozdrawiam serdecznie i ze swojej strony obiecuję dodać coś w najbliższym czasie! (Postaramy się, prawda Mothchenku?:*)
Lilith
komentarze [1]II >> niedziela, 19 marca 2006 17:07:52
Martwię się o Lilith. Cały czas chodzi zdołowana. To jej uczucie do Malfoya i fascynacja Snape'em... Prawie nic nie je,
zamyka się w sobie. Zastanawiam się, jak jej pomóc, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Dlaczego tak często jestem
bezsilna? Nienawidzę uczucia bezradności. Chyba bardziej, niż jakiegokolwiek innego.
Blizna na ręce boli mnie od rana. Bolała coraz mocniej, im bardziej przeciwstawiałam się wezwaniu. Zawsze tak było.
Piętno nałożone na mnie przez Nią dawało o sobie znać przez wszystkie te lata. Wiedziałam przynajmniej, kiedy
Voldemort czuwa i knuje, kiedy grupuje Śmierciożerców. Ból ręki zbudził inny ból, który drzemał spokojnie, dopóki
nie wracały wspomnienia o Niej i o tym, jak zostawiła nas, jak przyszła po mnie tamtej strasznej Nocy, jak wykradła
mnie ojcu i zabrała w to okropne miejsce. Ci ludzie...ledwo zapamiętałam ich sylwetki, ale wiem, że wzbudzili we mnie
straszną niechęć i nienawiść. Nie wiedziałam, kim są, byłam przecież kilkuletnim dzieckiem. Własnoręcznie wypaliła znak
na moim przedramieniu...
Dość! Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę myśleć o Niej. Myśli o niej to jakby dowód jej egzystencjiw moim życiu i wpływu
na nie, a tego nie znoszę. Nawet tam nie ma dla niej miejsca.
Żeby nie dać się tym ponurym myślom, jeszcze więcej niż zwykle(o ile to w ogóle możliwe) rozmyślałam o Oliverze.
Na treningu dałam z siebie wszystko i... ZOSTAŁAM ZAWODNICZKĄ DRUŻYNY GRYFINDORU W QUIDDITCHU!!!!!!! Zawsze chciałam
grać w drużynie, po prostu lubię ten sport. Ale to nie jest najważniejsze - najważniejsze, że chociaż troszeczkę
zbliżę się do Olivera! Mam nadzieję...Nie wiem, jak udało mi się przy nim skupić... Rozmawialiśmy dzis
trochę,ale co z tego? Na treningu był bardzo miły i CUDOWNY! A po treningu zniknął gdzieś z Katie, wrócili razem
rozkojarzeni i cali w skowronkach. Ciekawe, co robili? Romantyczny spacer, schadzka?
Wolę nie myśleć. Traurig...
Potem grał z Harrym w szachy. Rozmawiałam z nimi chwilę o treningu i jutrzejszym meczu. Chociaż tyle...
O, żeby było jeszcze zabawniej, miałam dziś małą, koszmarną sprzeczkę ze Snape'em. Łącznie zarobiliśmy 60 punktów karnych
dla Gryfindoru, z czego jakieś 40 moje... Będę musiała ciężko to odpracować. I szlaban w sobotę, o neeeein!
Ale za to w niedzielę wyjazd do Hogsmeade, zrekompensuję sobie sobotę, mam nadzieję.
Jutro muszę sie postarać, debiutancki mecz w końcu... Ciekawe, której drużynie będzie kibicować Lilith. Najwyraźniej
polubiła naszą, zwłaszcza bliźniaków, ale przecież w Slytherinie gra Draco... Gra jak gra - powiedzmy, że jest w drużynie.
Denerwuję się trochę, ale co tam. Odrobina adrenaliny jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Grunt, żeby nie spaść z miotły.
Ach ten mój niepoprawny optymizm...
I deser na koniec. Tak, Pamiętniku, wiem, że skaczę, cóż za fatalna kompozycja, ale tak jest ciekawiej. Przed treningiem
wyszłam na chwilę z szatni żeby zamienić dwa zdania z Lilith i w korytarzu natknęłam się oczywiście na Olivera, ale...
był bez koszulki! Zaniemówiłam(jeszcze bardziej, niż zwykle na jego widok - czyli nawet nie starałam się tego ukryć.
Schlecht...); co za widok! I jak tu się skoncentrować porzadnie na kaflu, że o tłuczkach nie wspomnę? Naprawdę cud, że mnie
przyjęli.
Zero konkluzji na dziś, wspominałam już coś o kompozycji...
Dobrej Nocy.
*****
Co za dużo to nie zdrowo? Owszem, wszystko można przedawkować... W prawdzie byłam przygotowana na lekcję eliksirów i godzinę przebywania w jednym pomieszczeniu z Profesorem, lecz tego, że McGonagall wyśle mnie do niego z wiadomością nie mogłam przewidzieć. Intuicja tej kobiety jest wyjątkowo złośliwie do mnie nastawiona. Podeszłam do biurka nauczycielki, ona wręczyła mi do rąk zwinięty pergamin i nie wiele myśląc ruszyłam w stronę lochów. Starałam się omijać moje myśli tak długo jak to tylko możliwe, bo gdybym natknęła się na którekolwiek z nich stanęłabym na środku korytarza i nie ruszyła nawet o centymetr. W miarę przybliżania się do przeklętych drzwi sali, która była moim celem, myśli nabierały na sile i uporczywie dobijały się do mojej podświadomości. Drzwi, klamka, przeraźliwa cisza, Jego głos, napięta atmosfera… Wszystko niemal w jednej chwili. Zdążyłam jeszcze tylko spojrzeć w stronę Nebel. Nawet nie pamiętam czy odpowiedziałam coś Profesorowi, gdy podziękował za dostarczenie wiadomości. Reszty transmutacji również nie pamiętam.
Wyszłam z sali McGonagall i znów skierowałam się do lochów. Po drodze spotkałam rozwścieczoną niemal Nebel, a to nigdy nie wróży nic dobrego. Pokłóciła się z Profesorem. Chciałabym być bezstronna. Niestety nie jestem. Biorąc pod uwagę ogół uczniów – przesadzam z szacunkiem, ale czy to źle..? Potem już pochłonęło mnie krojenie korzonków na lekcji. Profesor przyznał mi punkty za pracę i za przyniesienie wiadomości od McGonagall. Nie wiem ile w tym mojej zasługi, a ile faktu iż jestem Ślizgonką…
Jutro ten przeklęty mecz Slytherinu z Gryfindorem. Obie drużyny przygotowują się na treningach ile się da. Może i jestem w pewnym sensie zdrajczynią, ale po dzisiejszym treningu Gryfonów, chyba wolę kibicować właśnie im. Nebel przedstawiła mnie bliźniakom, są strasznie sympatyczni. Do tego, to przecież drużyna Nebel. Są też dwa argumenty, które przemawiają przeciwko nim. Pomyślmy... Nie wyobrażam sobie kibicować tej samej drużynie, co Hermiona, co to, to nie! Poza tym... Draco... Przejmuję się coraz bardziej tym… co jest we mnie. Im bardziej się to nasila, tym większą robię z siebie idiotkę. Constans. Co za różnica. I tak nie mam szans. Na nic.
Wszystko to nieco lepiej wygląda, gdy patrzę na Nebel i Olivera… Wprawdzie nie rozumiem, jak długo trzeba się uczyć, żeby nie dostrzegać uczuć innych tak perfekcyjnie, jak robią to oni. Oboje. Ona zakochana w nim po uszy, on również nieobojętny wobec niej. Ale, cóż, nie powiem o tym Nebel – zaprzepaściłabym jej wszystkie domysły... i wiele romantycznych chwil, strach przed niewiadomym, a przecież to takie piękne...
Zapamiętać:
- Przestać zrzędzić Nebel, bo choć ona jest idealna, to jej cierpliwość ma granice (i chyba się do nich zbliżam)
- Nie jeść
- Nie mieć złudzeń co do Draco
- Profesor Snape to PROFESOR Snape
komentarze [3]I >> niedziela, 26 lutego 2006 00:53:28
Oh, co za dzień...Zajęcia dość męczące i ta ilość zadań... Ze dwie godziny przesiedziałam w bibliotece, aż do kolacji.
Padam na twarz. Przed kolacją mieliśmy kolejną kłótnię z tym biednym, ograniczonym i zapatrzonym w siebie(jakim cudem?!)
Malfoyem i jego żałosną obstawą. Kiedyś dodam im do jedzenia jakiegoś trującego eliksiru, podprowadzonego z gabinetu
ich ukochanego wychowawcy. Swoją drogą, jego też otruję przy okazji, lekcje jego przedmiotu to prawdziwa męczarnia.
Jak można być aż tak subiektywnym i niesprawiedliwym, a przy tym złośliwym i jadowitym? No tak, w końcu wdycha te
wszystkie opary, kto wie... Po kolacji cały Wieczór spędziłam z Lilith.
Usiadłyśmy w naszym ukochanym korytarzu i rozmawiałyśmy aż do godziny, w której każda z nas musiała udać się do pokoju
wspólnego swojego domu. Po drodze wpadłam na Olivera. Cóż za głupia sytuacja! Dlaczego wpadam albo
na krzesła, albo właśnie na niego? Nie powiem, że nie było miło, ale równocześnie poczułam się strasznie niezręcznie... Do tego przypomniało mi się zdarzenie z popołudnia... Dlaczego musiałam zakochać się w chłopaku, na samo wspomnienie ktorego piszczy co najmniej 1/4 dziewczyn w szkole? Ciągłe rozmowy o nim, zalotne uśmieszki, odważne komentarze. I gdzieś w tym wszystkim ja, pisząca do niego wiersze po Nocach.
Przeprosiłam i czym prędzej ruszyłam w stronę portretu Grubej Damy, żeby nie zauważył rumieńcow, jakie pojawiły się na
moich policzkach. Harry i Ron spojrzeli na mnie z zaciekawieniem ponad szachownicą.
- Coś ty taka czerwona? - spytał Ron.
- Biegłam, żey zdążyć przed "godziną policyjną", pewnie dlatego... - w tym samym momencie do pokoju wspólnego wszedł
Oliver.
- Jasne - mruknął Ron, a Harry uśmiechnął się wymownie. Nic nie mówiąc, usiadłam obok Harry'ego, przy oknie i zapatrzyłam
się w mrok.W chwilę późiej Wood podszedł do niego i zaczął informować o jutrzejszym treningu i meczu w środę.Gdy
zorientowałam się,że właśnie wpatruję się w Olivera,otrząsnęłam się lekko i tym uparciej utkwiłam wzrok w przestrzeni
za oknem.Fred i George zawołali Rona,żeby mu coś pokazać. A co zrobił Harry? Tak po prostu, spontanicznie zaprosił Wooda
na partyjkę szachów, przy której mieli omówić taktykę i inne szczegóły.Mogłam odejść do dormitorium albo po prostu usiąść gdzie indziej, ale wolałam zostać i posłuchać.W końcu zależy mi,żeby dostać się do drużyny.Udawałam przy tym,że oglądam
ich grę, co jakiś czas zerkając ukradkiem na Olivera.Wreszcie nieśmiało włączyłam się do rozmowy. Uważne spojrzenie
niebieskozielonych,cudownych oczu Wooda spoczęło na mnie na dłużej i poczułam,że język mi się pląta. Życzyłam im dobrej
Nocy i poszłam do dormitorium, a teraz siedzę przy sekretarzyku i bazgram. No nic, czas się kłaść. Jutro muszę koniecznie
opowiedzieć o wszystkim Lilith!
DobraNoc, Pamiętniku!
*****
Litości! Jestem w stanie zrozumieć wiele rzeczy! Naprawdę! Ale nawał pracy, który zabrania mi spędzania co najmniej ośmiu godzin dziennie na rozmowach z Nebel i tylko z Nebel jest nie do pomyślenia! Cóż, dwie to o wiele za mało jak na moje oczekiwania.
Przed kolacją Nebel znów kłóciła się z Draco... On oczywiście zaraz po powrocie do pokoju wspólnego opowiadał wszystkim o tym, jak to jej dogryzł. Hm i choć nie wiem jak uznawałabym go za wspaniałego i wartego uwagi, to jednak do wygrania kłótni z Nebel jest mu bardzo daleko. I tak każda myśl o nim wprawia mnie w melancholijny nastrój. Gdyby dowiedział się, że tak niewiele warta, półkrwista dziewczyna jak ja jest w nim zakochana wyśmiałby mnie, a tego bym nie zniosła. Chociaż pewnie miałby rację... Dlatego nie mogę dopuścić do tego, żeby miał najmniejsze nawet podejrzenia!
Na szczęście od tych wszystkich ponurych przemyśleń odrywają mnie miłe aspekty przebywania w tej szkole... Długie rozmowy z Nebel (i oby było ich jeszcze więcej) oraz lekcje eliksirów z Profesorem Snape’em. Podziwiam go. Jest wspaniałym człowiekiem. To nie ulega wątpliwości. Dla mnie. Nie rozumiem dlaczego Neb tak bardzo go nie znosi. Co prawda on też nie pała wielką miłością do Gryfonów, ale to jeszcze o niczym nie świadczy.
Jestem na siebie zła! Znów mam do siebie wyrzuty o to kim jestem. Okropne przemyślenia egzystencjonajlne... Zdaję sobie sprawę z tego, że nie mogę się wiecznie obwiniać za swoje... pochodzenie, za to, co nałożył na mnie ojciec, ale jednak... patrząc w lustro widzę nic nie znaczącą dziewczynę, jaką jestem. Nawet teraz leżąc w dormitorium, patrząc na swoje współmieszkanki, mam wrażenie, że robię coś złego. Nieodłączne mi odczucie. One śpią, już od dawna śnią o czymś kwiecistym i miłym – okropne.
Dobrej Nocy Powierniku...
Zapamiętać:
- Podziękować Nebel za to, że jest.
- Przestać zachowywać się jak zakochana nastolatka na widok Draco
- Przestać uważać kwieciste i miłe sny za coś okropnego. Nie warto im się narażać, bo już nigdy nie przyjdą.
*****
Nebel pospiesznym krokiem udała się w kierunku biblioteki, gdzie miała czekać na nią Lilith. Szła po stromych schodach w górę. Chciała jak najszybciej wydostać się z lochów. Idąc wzdłuż korytarza minęła grupkę rozchichotanych Krukonek zachwycających się na przemian „tym cudownym chłopcem, który przeżył – Harry’m Potter’em” i „wysportowanym i pełnym wdzięku Oliverem Wood’em”. Na dźwięk tego drugiego nazwiska Nebel poczuła lekkie ukłucie w klatce piersiowej.
Gdy otworzyła drzwi biblioteki Lilith już na nią czekała nad stosami książek. Na widok miny Nebel bardzo się zaciekawiła cóż takiego wprawiło ją w ten stan. Dziewczyna podeszła do stolika i usiadła naprzeciwko przyjaciółki rzucając torbę na podłogę.
- Hm... Pomyślmy... Czyżby Profesor Snape kazał wam przygotowywać eliksir miłości?
- Nein, był wredny jak zawsze – to raz. Cała lekcja z oŚlizgonami – to dwa. – Lilith w myślach usiłowała sobie przypomnieć czy na drugim roku jest jakiś niezwykle przystojny Ślizgon, o którego mogłaby wypytać Nebel, która widząc zamyślenie na twarzy przyjaciółki spytała o to, czy coś ją trapi.
- Nie, nic takiego. Sama wiesz, Draco...
- O mein Gott! – wykrzyknęła niemal na całą bibliotekę.
- Tak, wiem, że nie mam u niego szans...
- Że co?! To... to... to coś?!
- Masz na myśli mnie?
- Nie, mam na myśli to... to... TO COŚ!!!
- Jeśli mówisz o Draconie, to nie nazwałabym go czymś. On jest cudowny. – Nebel zakrztusiła się kurzem z książek. Drzwi biblioteki ponownie się otworzyły i do środka wpadła dziewczyna z rozwianą czupryną kręconych włosów.
- Ahoj Hermiona! – Przywitała ją Nebel entuzjastycznie. Lilith skrzywiła się nieznacznie.
- Witaj June.
- Nie mów tak do mnie, proszę. – prychnęła Neb. Hermiona przysiadła się do przyjaciółek ignorując obecność Lilith. – -Jak tam samopoczucie po wspaniałej lekcji wspaniałych eliksirów ze wspaniałym profesorem Snape’em ze wspaniałą bandą Ślizgonów?
- Już uspokoiłam nerwy - odparła Hermiona.
- A ja nie, ale to nie koniecznie wina lekcji eliksirów.
- Więc czego? – drzwi biblioteki tego dnia zdawały się nie zamykać. Do pomieszczenia weszło kilka dziewcząt z Ravenclaw – tych samych, które wcześniej minęła Nebel.
- Czy powinnam być o nie zazdrosna? – spytała naiwnie.
- Ja bym nie była. Nie ma o co. – wtrąciła Lilith patrząc zawistnie na Hermionę.
- No, to co odrabiamy?
- Nie wiem jak wy, ale ja mam ogromną ilość pergaminu do zapisania na historię magii. To niezwykle pasjonujące! Słyszałyście o tym, że...?
- Hermiona... Proszę cię... Historia magii...?
Resztę czasu spędzonego wśród książek, który w założeniu miał być przeznaczony na naukę został wypełniony wzajemnymi docinkami Lilith i Hermiony oraz próbami uspokojenia ich przez Nebel. Tuż przed kolacją June idąc z trójką przyjaciół z Gryfindoru napotkała na swej drodze Maylfoy’a wraz ze swą świtą. Po dość ostrej wymianie zdań zainicjowanej przez Draco wściekła, aczkolwiek usatysfakcjonowana weszła do Wielkiej Sali. Rozejrzała się, ale nigdzie nie dostrzegła Lilith. Zaniepokoiło ją to. Usiadła przy stole wraz z przyjaciółmi.
Zaraz po kolacji pognała do miejsca, w którym zwykle przyjaciółki spotykały się o te porze. Faktycznie, zgodnie z tym, czego spodziewała się Nebel – Lilith już tam była.
- Dlaczego nie było cię na kolacji?
- Nie jestem głodna.
- A tak serio?
- To... Nie chciałam siedzieć razem ze Ślizgonami.
- Też bym nie chciała, ale ty?
- Sama wiesz... Draco...
- Tak, to ja przestanę jeść posiłki z Gryfonami, a może się zamienimy? Ja będę siadać przy stole Slytherinu, a ty Gryfindoru. – po tych słowach wybuchnęła śmiechem.
- Obawiam się, że to nie załatwi sprawy... Bo tak, jak teraz mogę ewentualnie poprosić o coś Draco, np. o podanie czegokolwiek, tak przez całą salę drzeć się nie będę.
- No widzisz, taka okazja, a ty nie chcesz przyjść.
- Nie to, że nie chcę, bo tak nie jest, ale... Hm... Boje się?
- Czego? Że cię otruje? Spokojnie, prędzej ja jego.
- Spróbowałabyś!
- Bardzo chętnie.
- No cóż, zapewne profesor Snape przygotowałby odpowiednie antidotum.
- Błagam, nie wymawiaj przy mnie nazwiska tego despoty!
- Heh... Wiesz, że go podziwiam.
- Ja też. Czasami też chciałabym być tak złośliwa. – prychnęła ironicznie, a na twarzy Lilith pojawił się smutek. – Oj Słońce, nie smuć się... Ja po prostu miałam zły dzień i dwie lekcje eliksirów, co przeważnie idzie w parze.
- U mnie też, ale z nieco innych powodów.
- Jakich?
- Dobijają mnie.
- Dlaczego?
- Bo zdaję sobie sprawę, że nigdy nie osiągnę takiego szczebla wiedzy i umiejętności jak profesor Snape oraz z tego, ile jestem warta – czyli nic.
- Przestań! Jak możesz tak mówić na przykładzie Snape’a i jak możesz w ogóle?!
- Profesora Snape’a Nebel! Profesora!
- Wszystko jedno. – przytuliła Lilith.
- Eh, Nebel... Czasem zastanawiam się jak my w ogóle się nie pozagryzamy...
Nebel spieszyła się, żeby nie spóźnić się do pokoju i nie zarobić punktów karnych dla Gryfindoru. Na rogu, tuż przy schodach wpadła na Olivera Wood’a, który właśnie wracał z treningu. June rzuciła szybkie przeprosiny i kryjąc rumieńce przyspieszyła kroku. Oliver zastygł na chwilę i w jego głowie pojawiły się myśli, które wrzeszczały rozpaczliwie „Dlaczego, do cholery, nic nie powiedziałeś idioto?!”. Westchnął krótko i ruszył w stronę pokoju wspólnego.
Na prędce rzucił hasło i ujrzał Nebel przy przyjaciołach. Przywitał się ze wszystkimi i nie mogąc wymyślić nic, co nadawałoby się na temat do podjęcia z June, podszedł do Harry’ego, aby pomówić o taktycei na następnym meczu. Harry zaproponował wspólną grę w szachy, a Nebel w chwilę potem udała się do swojego dormitorium. W prawdzie Oliver potrafił grać w szachy, ale tym razem jego myśli podążały zupełnie innym torem i właśnie były nieco wyżej – przy June.
komentarze [5]Początek >> piątek, 24 lutego 2006 22:46:33
...bo w końcu jakiś musi być. Na tym blogu w czasie najbliższym powstawać zacznie opowiadanie o tak popularnej ostatnio tematyce jak Harry Potter. Cóż, jeśli się komuś nie podoba - trudno. Zapewniam jednak, że nie będzie ono zwyczajnym i standardowym. Tak i zdaję sobie sprawę z tego, że takie zapewnienia płyną od niemal wszystkich, jednakże to opowiadanie pisane będzie przez dwie, zupełnie różne od siebie przyjaciółki (w tym wypadku przeciwieństwa w stu procentach się przyciągają), co poniekąd zapewnia różnorodność:)
Mam nadzieję, że ktoś to w ogóle czytać będzie:)
Pozdrawiam serdecznie!
Lilith - Eichhoernchen
komentarze [0]